Objawienia Maryjne roku 1877 część 3.

ks. Paweł Grzesiak

Dalsze losy widzących

Dwa miesiące po zakończeniu objawień ksiądz Augustyn, jako troskliwy duszpasterz, chcąc uchronić dziewczęta przed prześladowaniami ze strony władz państwowych, w porozumieniu z ich rodzinami umieścił je w zakonie szarytek. Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia było wówczas zdecydowanie bezpieczniejszym wyborem niż Zgromadzenie Sióstr św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy z Braniewa, które mogłoby wydawać się bardziej „odpowiednie” dla dziewcząt z Warmii. Warmińskie katarzynki były jednak już wtedy prześladowane przez władze pruskie: konfiskowano ich majątek i zamykano domy zakonne. Był to swoisty prolog do długiej drogi cierpienia tego zgromadzenia. Męczeńskie świadectwo wielu sióstr, złożone w czasie drugiej wojny światowej, stało się wyraźnym znakiem w historii Świętej Warmii.

Znajdujące się między plebanią a kościołem trzy otoczone żelaznym płotem groby: ks. Augusta Weichsla, jego matki Anny Weichsel i siostry księdza, Anny Weichsel.

Również Ksiądz Weichsel zaraz po objawieniach doświadczył licznych
prześladowań ze strony władz pruskich. Kilkadziesiąt razy musiał stawiać się w sądzie, aby zeznawać przeciw innym księżom, czego jednak konsekwentnie odmawiał, narażając się na wysokie kary finansowe. 12 listopada 1877 roku został zamknięty w Wysokiej Bramie w Olsztynie, która w tamtym czasie pełniła funkcję więzienia. Gdy parafianie z Gietrzwałdu dowiedzieli się, gdzie jest przetrzymywany, zorganizowali milczącą manifestację. Wobec ich uporu po pięciu dniach proboszcz został zwolniony i mógł powrócić do swojej posługi.
W Gietrzwałdzie pozostał do końca życia. Dbał o życie religijne parafii, propagując przede wszystkim modlitwę różańcową. Troszczył się także o gospodarcze sprawy parafii, zatrudniając ludzi do pracy w parafialnym folwarku. Chętnie pomagał również parafianom finansowo. W pamięci wiernych zapisał się jako dobry człowiek i gorliwy kapłan. Zmarł 3 lutego 1909 roku, w pięćdziesiątym trzecim roku kapłaństwa. W jego pogrzebie uczestniczyło sześćdziesięciu księży, a wierni nie byli wstanie pomieścić się w kościele. Został pochowany obok swojej matki i siostry.

Historia Justyny po objawieniach przez wiele lat pozostawała owiana tajemnicą. Dopiero dzięki pracy kilku dziennikarzy i badaczy udało się uzupełnić niektóre luki w jej biografii.
Po zakończeniu objawień przebywała u sióstr w Lidzbarku Warmińskim,
następnie w Chełmnie, Bysławku oraz w Pelplinie. U szarytek odebrała podstawowe wykształcenie, a w wieku dziewiętnastu lat wstąpiła do postulatu zgromadzenia. Nowicjat, czyli właściwy okres formacji zakonnej, zakończyła w1884 roku. Wiemy, że jako siostra Wincenta posługiwała w dwóch miejscach: najpierw w domu zakonnym przy Rue du Bac 140 w Paryżu – miejscu szczególnie związanym z objawieniami Matki Bożej i duchowością Cudownego Medalika, przekazanego świętej Katarzynie Labouré – a następnie w polskiej parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Paryżu. Tam pomagała sierotom, ucząc je szycia.

Tablica upamiętniająca klon, na którym w 1877 roku ukazywała się Maryja. Fragment drzewa umieszczony jest w znajdującej się obok kapliczce objawień.

Warto dodać pewną ciekawostkę. Szarytki w swojej praktyce zakonnej nie składały jednorazowych ślubów wieczystych, lecz ponawiały swoje zobowiązania każdego roku. Dawało to większą elastyczność w rozeznawaniu powołania, ale powodowało również częstsze odejścia z zakonu. Siostra Wincenta – Justyna – nie odnowiła swoich ślubów w1879 roku, opuszczając tym samym zgromadzenie. Niewiele wiemy o powodach tej decyzji. Lakoniczne informacje ojej odejściu sprawiły, że wokół tej historii narosło wiele domysłów i ahistorycznych interpretacji. Dbając o dobre imię wizjonerki, która nie może już dziś się bronić, warto przypomnieć słowa Matki Bożej, która zapytana przez dziewczęta podczas jednego z objawień, czy pójdą do więzienia, odpowiedziała, że dobrze byłoby, aby poszły do zakonu. U szarytek wizjonerki znalazły schronienie, miały jednak wolność wyboru swojej drogi życiowej, z czego Justyna ostatecznie skorzystała. Z jej dalszych dziejów wiemy, że wykorzystała zawód zdobyty w zakonie.
Podjęła pracę w zakładzie krawieckim. Tam poznała nauczyciela matematyki i księgowego, syna właścicielki zakładu, dwudziestopięcioletniego Raymonda Etienne Bigota. Pobrali się 28 grudnia 1899 roku. Justyna nie doczekała się dzieci i po ośmiu latach małżeństwa owdowiała.

Portret siostry Stanisławy (autorstwa J. Millera) na ołtarzu Matki Bożej Różańcowej kościoła w Gietrzwałdzie.

Była prawdopodobnie świadkiem wielkiej powodzi, która nawiedziła Paryż w 1910 roku. W wyniku zalania miasta zniszczeniu mogły ulec maszyny, tkaniny i materiały zgromadzone w zakładzie krawieckim, co doprowadziło – podobnie jak wiele innych warsztatów rzemieślniczych – do jego upadku. Na tym etapie historia Justyny urywa się. Prawdopodobnie opuściła Paryż.
Niektóre ślady prowadzą do Gelsenkirchen w Westfalii, gdzie mieszkała część jej rodziny. Istnieją także wzmianki o prowadzonej korespondencji, w której miała skarżyć się na biedę i żałować odejścia z zakonu. Są to jednak jedynie niepewne poszlaki. Na dziś możemy jedynie stwierdzić, że nie znamy ani dokładnej daty śmierci, ani miejsca pochówku wizjonerki z Gietrzwałdu.

Zupełnie inaczej potoczyły się losy Barbary Samulowskiej, drugiej z dziewcząt widzących w Gietrzwałdzie. Również została po objawieniach oddana pod opiekę szarytek. Po ukończeniu szkoły w październiku 1883 roku dziewczęta wyraziły chęć wstąpienia do zakonu. Barbara rozpoczęła postulat w 1887 roku w Chełmnie. Kolejny etap formacji, czyli nowicjat, odbyła w Paryżu. Pracowała tam w przedszkolu i żłobku.

Śluby zakonne złożyła 2 lutego 1889 roku, przyjmując imię siostry Stanisławy.
Po jedenastu latach pracy we Francji została wysłana na drugi koniec świata.
Rozpoczęła posługę wGwatemali wAmeryce Środkowej. Była przełożoną
seminarium dla sióstr, kształcąc młode pokolenia zakonnic. Po dwunastu
latach rozpoczęła pracę w kilku szpitalach, gdzie również kierowała pracą sióstr.

W 1950 roku zachorowała na nowotwór twarzy. Zmarła 6 grudnia 1950 roku, mając 85 lat, 66 lat życia zakonnego i 54 lata pracy misyjnej. Umarła w opinii świętości i została pochowana w Gwatemali. 2 lutego 2005 roku rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny. Kościół warmiński z nadzieją oczekuje dnia, w którym zostanie ogłoszona błogosławioną Kościoła katolickiego. Losy wizjonerów potoczyły się różnymi drogami. Jedni pozostali na Warmii, inni rozeszli się po świecie. Jednak miejsce objawień nie przestało przemawiać do serc wiernych.
Do dziś w Gietrzwałdzie gromadzą się tłumy pielgrzymów. Stają pod kaplicą i przy źródełku, aby modlić się różańcem i wsłuchiwać w proste, a zarazem wymagające, przesłanie Maryi, które rozbrzmiało tu w1877 roku.

Słowa Maryi

Gietrzwałdzkie źródełko.

Objawienia w Gietrzwałdzie nie przyniosły nowych prawd wiary ani treści dokonujących przewrotu w Objawieniu Bożym. Zgodnie z definicją objawień prywatnych ich przesłanie było proste i rzucało światło na to, co jest już od wieków w depozycie wiary przechowywanym i przekazywanym przez Kościół. Maryja zapewniała o swoim wstawiennictwie w sprawach ludzi i nieustannej trosce Boga oswój lud, przypominała także drogi, którymi chrześcijanin powinien iść każdego dnia: modlitwę, nawrócenie i wytrwanie w wierze.

Najczęściej powracającym wezwaniem była modlitwa różańcowa. Gdy dziewczęta pytały, czego Maryja oczekuje od ludzi, odpowiedź była krótka i jednoznaczna: Odmawiajcie gorliwie różaniec. Modlitwa ta towarzyszyła niemal wszystkim spotkaniom pod klonem. Wokół niej gromadzili się pielgrzymi przybywający do Gietrzwałdu z różnych stron Warmii i sąsiednich ziem.
Drugim ważnym elementem przesłania było wezwanie do nawrócenia. Maryja przypominała, że wielu ludzi przychodzi pod klon bardziej z ciekawości niż z prawdziwej wiary. Wzywała więc do modlitwy, pokuty i przemiany życia.
Objawienia miały miejsce w czasie Kulturkampfu, gdy Kościół na ziemiach pruskich doświadczał licznych ograniczeń i prześladowań. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierało wezwanie do wytrwania w wierze. Dziewczęta usłyszały zapowiedź trudności i prześladowań, ale jednocześnie zachętę do ufności i modlitwy. Maryja zapowiedziała, że osierocone parafie odzyskają kapłanów, a także umacniała dobrymi wiadomościami o konkretnych osobach. Dla wielu wiernych była to wielka pociecha w czasie niepewności.
Za sprawą próśb księdza Weichsela w objawieniach pojawiła się także kwestia szczególnej troski o chorych i cierpiących. Maryja poleciła, aby w miejscu objawień została zbudowana kapliczka, a chorzy mogli przynosić ze sobą wodę oraz płótna i kłaść je na ziemi w jego pobliżu, modląc się o łaskę uzdrowienia. W późniejszym czasie szczególne znaczenie zyskało także źródełko znajdujące się na polu proboszcza, którego woda, pobłogosławiona przez Maryję, miała umacniać wiarę w uzdrowienie. Od tamtej pory wielu pielgrzymów przybywa do Gietrzwałdu z nadzieją na umocnienie w chorobie i cierpieniu.
W czasie objawień Maryja wskazała również samo miejsce modlitwy. Na jej prośbę wzniesiono kapliczkę przy klonie, a wierni zaczęli gromadzić się tam na wspólnej modlitwie różańcowej. W ten sposób niewielka warmińska wieś stała się miejscem pielgrzymek i modlitwy. Także dziś pielgrzymi przybywają do Gietrzwałdu, aby modlić się w tych wyjątkowych miejscach. Nawiedzają bazylikę, gromadzą się przy źródełku, stają pod kapliczką objawień, odmawiają różaniec i powierzają Maryi swoje sprawy, pragnąc – tak jak pierwsi świadkowie tych wydarzeń – usłyszeć matczyne: Nie bójcie się! Ja zawsze jestem z wami.

Owoce objawień

Okładka pierwszego wydania książki ks. F. Hiplera zawierającej opis wydarzeń gietrzwałdzkich.

Jak obfite są owoce objawień w Gietrzwałdzie, pokazują kroniki sanktuarium, w których od lat zapisywane są świadectwa nawróceń oraz uzdrowień – fizycznych, psychicznych i duchowych. Sam gietrzwałdzki proboszcz ksiądz, Augustyn Weichsel, pisał:

Owoce objawień są nadzwyczajne. W całej polskiej Warmii prawie we wszystkich domach różaniec jest wspólnie odmawiany. Podobnie w wielu parafiach diecezji chełmińskiej, poznańskiej i wrocławskiej. Bractwo wstrzemięźliwości szczególnie w całej Polsce doszło do rozkwitu (…) Wszyscy wyrzekają się tu wódki i przyrzekają modlić się na różańcu. Miliony modlą się na różańcu, przez co utwierdzają się w wierze katolickiej i ogromna ilość pijaków wyrwana została z doczesnej i wiecznej zguby. W tym widzę najlepszy dowód autentyczności objawień.

Wyjątkowym i trwałym owocem objawień w Gietrzwałdzie było także powstanie Zgromadzenia Służek Najświętszej Maryi Panny. Założycielem był błogosławiony o. Honorat Koźmiński, kapucyn. Zachwycił się on przesłaniem z Gietrzwałdu i dla jego spopularyzowania przygotował artykuł, w którym duchowo opisał to wydarzenie, a także w charakterystyczny sobie sposób wpisał w historię Polski, wołając: ocknij się ziemio Polska, dolino łez i cierpień, kraju pokuty i doświadczeń, starodawne Królestwo Przenajświętszej Matki Zbawiciela (…) Obudź się ludu Lechicki, bogobojny i religijny, narodzie rdzennie katolicki, wierny sługo Kościoła z poświęceniem własnych interesów służący sprawie Jego.
Jako wyjątkowy duszpasterz w rok po gietrzwałdzkich wydarzeniach zachęcił dziewczęta wiejskie do utworzenia niehabitowej wspólnoty poświęconej Matce Bożej Gietrzwałdzkiej. Ich celem miało być szerzenie chwały Bożej pod opieką Maryi, naśladowanie Jej pracowitego i ukrytego życia, spełnianie Jej poleceń przekazanych w objawieniach Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Siostry stały się ukrytymi animatorkami życia religijnego na wsi. Wśród ludności zakładały kółka różańcowe, uczyły czytania i pisania, a także pomagały zdobywać zawód. Dziś zgromadzenie Służek Najświętszej Maryi Panny należy do najliczniejszych wspólnot zakonnych w Polsce.

Kościelne zatwierdzenie objawień

Wydarzenia w Gietrzwałdzie w 1877 podlegały dokładnemu i skrupulatnemu badaniu w trakcie ich trwania, a także po ich zakończeniu. Obszerne akta są przechowywane w archiwum warmińskiej kurii biskupiej, niektóre z nich stanowią także część dokumentacji przygotowanej do procesu beatyfikacyjnego Siostry Stanisławy (Barbary) Samulowskiej, żeby wspomnieć także informacje i świadectwa zebrane w samym Gietrzwałdzie. Wspomnieliśmy już treść objawień, która nie wykracza poza naukę wiary.

W czasie objawień wizjonerki zostały zbadane przez komisję lekarzy, z których jeden był ewangelikiem, dla zachowania większej bezstronności. Niektóre procedury badawcze budziły lęk, zwłaszcza w rodzinach najmłodszych dziewcząt. Wizjonerki były popychane, kłuto je, otwierano oczy, a także zakrapiano atropiną. Badania, a także rozmowy i świadectwa złożone przez różnych świadków stały się podstawą, by stwierdzić brak sprzeczności psychologicznych. Badanie wiarygodności sprawiło, że w dekrecie potwierdzającym objawienia wymienione są tylko najmłodsze wizjonerki.
Natomiast starsze kobiety, z uwagi na manipulacje przy objawieniach św. Józefa, zostały pominięte.
Ksiądz Hipler po zakończeniu objawień wydał książkę z opisem wydarzeń. We wpisie zezwalającym na druk, tzw. imprimatur, biskup Filip Krementz zapisuje celowo: Dajemy nasze Imprimatur, z tym nadmienieniem, że to pozwoleństwo do druku ani wyroku kościelnego względem pochodzenia i charakteru rzeczonych zjawień w sobie nie zawiera, ani też nieuprzedzonemu, gruntownemu i sumiennemu rozważaniu czytelnika w jakikolwiek sposób uszczerbek czynić.
Na rzeczony wyrok czekał Kościół aż sto lat. W ramach obchodów stulecia Objawień zwołano w Gietrzwałdzie IV Kongres Mariologiczny trwający od 24 do 26 czerwca 1977 roku. Prelegenci przygotowali przedłożenia, a także podjęli się debaty na temat autentyczności wydarzeń gietrzwałdzkich sprzed stu lat. Dokładnie 11 września 1977 roku ówczesny biskup warmiński Józef Drzazga promulgował dekret zatwierdzający objawienia. To jedyny taki dokument w Polsce, dlatego warto poznać go w całości:

11 września 1977 r. bp J. Drzazga wydał dekret zatwierdzający kult objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.


Dekret biskupa Józefa Drzazgi zamknął stuletni okres badań nad wydarzeniami z 1877 roku. Kościół potwierdził, że kult objawień w Gietrzwałdzie może być bezpiecznie przyjmowany przez wiernych i nie sprzeciwia się nauce wiary. Od tego czasu sanktuarium w Gietrzwałdzie jeszcze wyraźniej stało się miejscem modlitwy i pielgrzymek. Do dziś przybywają tu tysiące wiernych, aby modlić się różańcem i zawierzać swoje sprawy Matce Bożej.

Koniec początku historii objawień

Tak zakończyły się objawienia roku 1877. To, co rozpoczęło się cicho w cieniu plebańskiego ogrodu, przy prostym wiejskim klonie, szybko przekroczyło granice niewielkiej warmińskiej wsi. Do Gietrzwałdu zaczęły przybywać tysiące pielgrzymów. Jedni przychodzili z ciekawości, inni z niepokojem serca, jeszcze inni z prostą wiarą, że w tym miejscu Bóg przypomniał ludziom o swojej bliskości i trosce.
Słowa przekazane przez dziewczęta były proste. Maryja nie ogłosiła nowych prawd ani niezwykłych obietnic. Wzywała do tego, co w Kościele znane było od wieków: do modlitwy, nawrócenia i gorliwego odmawiania różańca. A jednak właśnie ta prostota sprawiła, że przesłanie z Gietrzwałdu zapadło
głęboko w serca wiernych. W czasie niepokoju, prześladowań Kościoła i doświadczeń narodu pozbawionego własnego państwa słowa te brzmiały jak wezwanie do wierności i nadziei.
Klon, na którym w1877 roku ukazywała się Maryja, nie zachował się do naszych czasów. Ale wzniesiona przy nim kapliczka do dziś przypomina o wydarzeniach sprzed ponad wieku. Tam, gdzie kiedyś stało drzewo, nadal gromadzą się ludzie na modlitwie różańcowej. W bazylice, przy kapliczce objawień i przy źródełku pielgrzymi powierzają Maryi swoje troski, choroby i nadzieje.
Można powiedzieć, że historia objawień nie zakończyła się tamtego wrześniowego wieczoru 1877 roku. Trwa nadal w modlitwie ludzi, którzy przybywają do Gietrzwałdu z różnych stron Polski i świata. Każdy z nich przychodzi z własnym pytaniem, z własnym ciężarem serca, szukając odpowiedzi, którą Maryja wypowiedziała już wtedy tak prosto i jasno:
Odmawiajcie gorliwie różaniec.

Neogotycka kapliczka wybudowana w miejscu objawień Maryi, na Jej wyraźną prośbę.

CZĘŚĆ 2. CZĘŚĆ 1.